poniedziałek, 7 listopada 2016

SPOTKAMY SIĘ W INNYM ŻYCIU...CZ.1






- Kim dla ciebie jestem?-

-Słucham?- Nataniel podniósł głowę znad sterty papierów walających się po masywnym dębowym biurku i spojrzał na osobę stojącą w drzwiach jego gabinetu. Ester powoli dochodziła do siebie, przybrała na wadze i wyglądała w miarę normalnie. Nataniel przyzwyczaił się już do jej oszpeconego bliznami ciała, lecz za każdym razem, gdy ją widział czół fizyczny ból.

- Pytałam, kim teraz dla ciebie jestem? – Ester pomału wyartykułowała każde słowo. Przez chwilę panowała cisza.

- Jesteś matką mojego dziecka -

- Martwego dziecka -

- Ester, proszę…. Przerabialiśmy to już wiele razy - głos Nataniela wyrażał znużenie.

- I w dalszym ciągu nie wiem, co tutaj robię -

- Jesteś moją narzeczoną, matką mojego nieżyjącego dziecka a wkrótce moją żoną - 

Twarz Ester skrzywiła się w ironicznym uśmiechu. Nataniel wypowiadał tą kwestię już tyle razy toteż nie zwracał uwagi, iż czyni to w tak odstręczający sposób. Ester przybrała minę niewiniątka i słodkim głosem odpowiedziała:

- Ależ kochanie chyba przez nieuwagę zgubiłam swój śliczny pierścionek zaręczynowy, ale i tak nie mam, na co go włożyć – mówiąc to zamachała mu przed nosem swoją okaleczoną dłonią – Przestań się mną bawić. Nic nas nie łączy, więc albo pozwól mi wrócić do domu, albo mnie w końcu zabij, dłużej tego nie zniosę… -

Nataniel powoli wstał z fotela i stanął naprzeciwko Ester ujmując swą silną dłonią jej podbródek,   zmuszając ją tym samym do spojrzenia mu w oczy.

 – Kocham Cię, i zostaniesz ze mną czy tego chcesz czy nie. Z czasem i ty nauczysz się kochać mnie. Póki, co bądź grzeczna i mnie nie prowokuj. Zrozumiałaś?-

 Ester nie odpowiedziała. Wyraźnie wyprowadzona z równowagi spróbowała wymierzyć Natanielowi policzek, lecz chwycił jej dłoń i unieruchomił za plecami. Nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jednym ruchem przyciągną ją do siebie i pocałował. Jego usta nachalnie wpijały się w jej usta. Nie odwzajemniła pocałunku, stała niewzruszona czekając na rozwój sytuacji. Nataniel czuł jej obojętność, ale za wszelką cenę próbował wykrzesać z niej, choć odrobinę zainteresowania. Niestety na marne. Wiedział, że pokojowo nic nie wskóra, więc niechętnie zrezygnował z dalszej części „przedstawienia”.

 - I co ja mam z tobą począć? Co? Jesteś moja i zrobię z tobą, co zechcę. Skoro nie chcesz być dla mnie miła, lub choćby udawać odwdzięczę ci się tym samym. O 20.00 czekam na ciebie z kolacją, potem się zabawimy. Nie jestem stworzony do celibatu. A na twoje nieszczęście mama wychowała mnie na porządnego faceta i skoro już jesteś moją narzeczoną to muszę sypiać tylko z tobą – mówią to opuszkami palców delikatnie pogłaskał ją po policzku i pocałował w czoło jak rozkapryszone dziecko. Oczekiwał wybuchu złości lub jakiejkolwiek reakcji z jej strony, ale znowu się przeliczył. Jej twarz wyrażała tylko znużenie, jakby automatycznie wyłączyła wszystkie neurony w mózgu. Stała jeszcze przez chwilę w bezruchu czekając aż w końcu uwolni ją ze swego niedźwiedziego uścisku i bez słowa skierowała się w stronę uchylonych drzwi, w których stał rozbawiony Jacob.

  - Możecie w końcu zachowywać się jak dorośli ludzie? Ileż można? -

Ester wyminęła go bez słowa, lecz zatrzymała się w pół kroku i stając na palcach wyszeptała mu coś do ucha. Po czym na głos dodała - Też za tobą tęskniłam- Uśmiech natychmiast zszedł z jego twarzy. Poklepała go jeszcze po ramieniu i odwracając się na pięcie krzyknęła do Nataniela – Do zobaczenia wieczorem, kochanie -

- Czy mi się wydaje, czy kompletnie jej odbiło? –

- Robi to specjalnie, i dobrze o tym wiesz. Chce mnie sprowokować. Dowiedziałeś się czegoś? –

- Twój ojciec nie zamierza dać za wygraną. Powinniśmy się przygotować na małą konfrontację.-

-Jak małą?-

- Sądzę, iż może nam się przydać zawartość nowego kontenera -

- Aż tak małą?-

- Z tego, co słyszałem nie toleruję swojej przyszłej synowej-

 ....................................................................................................................................................

Przez kilka kolejnych dni Ester stała się ucieleśnieniem idealnej żony. Posłuszna i poukładana. Wszędzie było jej pełno, wydawała się wszystkim zainteresowana począwszy od pielęgnacji ogrodu po prowadzenie domowej księgowości. Starała się każdemu dogodzić. Chodziła uśmiechnięta i zarażała dobrym humorem. Z własnej nieprzymuszonej woli wkradała się do sypialni Nataniela żeby okazać mu swoją jak się wyrażała „wdzięczność” za wszystko, co dla niej zrobił. Była ekspertem w udawaniu, że sprawia jej to przyjemność. W odczuciu Nataniela większość spośród dziwek, z którymi sypiał nie dorastało jej choćby do pięt. Była tak autentyczna w tym, co robiła, że Nataniel nie mógł się jej oprzeć.

Podczas jednej z kolejnych upojnych nocy Nataniel w końcu zdecydował się zapytać Ester, czego chcę, nie był na tyle naiwny żeby sądzić, iż jej perfekcyjna gra aktorska nie ma jakiegoś celu:

- Możesz mi już powiedzieć, czego chcesz, zastanowię się czy jestem w stanie spełnić twe „życzenie” –

Leżeli wtuleni w siebie na wielkim łożu. Wokoło leżały porozrzucane ubrania a na stoliku stała niedokończona butelka najlepszego szampana. Zza nieszczelnie zasuniętych kotarą okien wyzierał księżyc oświetlając pojedyncze skrawki ich nagich ciał. Nataniel delikatnie gładził Ester po plecach i bawił się jej włosami. Uwielbiał wdychać ich zapach. Pachniały piżmem i cynamonem. Ester nie odpowiedziała na jego pytanie, powoli uniosła się na łokciach i patrząc mu głęboko w oczy ostrożnie zbliżyła swe usta do jego ust. Trwali tak w bezruchu a w pomieszczeniu słychać było tylko przyśpieszony oddech i bicie ich serc.

- Skąd pomysł, że czegoś chcę? Przecież mam już wszystko. Skarbie, czyżbyś nie wierzył, że Cię w końcu pokochałam?- Ester z miną niewiniątka muskała językiem jego wargi

- Boże… jesteś w tym świetna. Gdybym nie poznał cię wcześniej pewnie dałbym się nabrać –

Ester roześmiała się i całując go w czoło wyśliznęła się z jego ramion. Stała przed nim nago bez żadnego skrepowania. Jej krwisto czerwone włosy falowały przy każdym najmniejszym, chociaż ruchu. Wiedziała jak na niego działa i skrupulatnie to wykorzystywała.

- Byłam grzeczna, prawda? - Nataniel przytaknął nie spuszczając wzroku z jej biustu, który rytmicznie podnosił się i opadał, gdy oddychała.

- Nie jestem twoją własnością i nie możesz mnie w nieskończoność więzić w rezydencji, prawda? –

- Jesteś moją własnością i wszystko, co robię czynię dla twojego dobra - Nataniel wydawał się być opanowany i lekko rozbawiony kierunkiem, w który zmierzała rozmowa.  Aczkolwiek zachował szczątki samokontroli, więc starał się nie sprowokować Ester do niepotrzebnej kłótni.

- Jestem już dużą dziewczynką i potrafię o siebie zadbać, więc nie musisz mnie trzymać w klatce. Nie ucieknę. Nawet gdybym chciała to nie mam, dokąd.-

- Masz rację, nie uciekniesz, bo i tak bym cię znalazł. Co nie zmienia faktu, iż ci nie ufam i nie wypuszczę cię stąd samej.-

Ester starała się nie okazać choćby krzty zniecierpliwienia, chodź jej oddech odrobinę przyśpieszył

- Widzę, że mamy o sobie takie samo mniemanie. Ale kto powiedział, że chcę wychodzić sama. Przecież Jacob jest jak mój cień, oczywiście nie wliczając czterech innych idiotów, którym wydaje się, że mnie śledzą a czynią to tak nieumiejętnie, iż czasami zastanawiam się, jakim cudem jeszcze żyjesz posiadając taki personel.-

Nataniel roześmiała się, choć był lekko zaskoczony, iż była w stanie rozpracować jego ludzi.

- To nie ma sensu. Wszystko, czego potrzebujesz masz na miejscu i jesteś tu bezpieczna.-

- Mógłbyś nie rozmawiać ze mną jak z upośledzonym dzieckiem?-

- Lubię jak się złościsz - uśmiechnął się do niej zawadiacko i łapiąc ją w pasie przyciągnął  z powrotem do łóżka

– Skończyliśmy rozmawiać? –

- To zależy –

- Od czego – właściwie nie interesowało go już, co odpowie dla niego temat był skończony

- Idę jutro pozwiedzać Francuską Dzielnicę?-

- Nie-

- W takim razie boli mnie głowa- Ester zwinnie wysunęła się z pod Nataniela i narzucając na siebie koronkowy szlafrok podążyła w kierunku drzwi

- Zostawisz mnie teraz samego?-

- Dasz sobie radę kochanie-

- Wiesz, że mogę wziąć Cię siłą, jeśli tylko zechcę-

- Grozisz czy obiecujesz? - 

Ester nie usłyszała już odpowiedzi Nataniela. Zatrzasnęła drzwi jego sypialni i szybkim krokiem skierowała się w stronę pokoju Jacoba...

..................................................................................................................................................

- Co ty tu do cholery robisz w środku nocy?-

W pokoju panował półmrok, jedynym źródłem światła była lampa, przy której Jacob czytał książkę siedząc w obszernym skórzanym fotelu. Miał na sobie jedynie spodnie od piżamy. Początkowo nie zwrócił uwagi na wygląd swego gościa, lecz gdy tylko uświadomił sobie, iż Ester ma na sobie jedynie koronkowy szlafrok, speszony wrócił do czytania książki unikając patrzenia w jej stronę.

- Już nie udawaj, że jesteś aż tak cnotliwy. Widziałeś mnie już nago.- 

Jacob podniósł wzrok i zlustrował ją od góry do dołu - Wtedy jeszcze nie byłaś narzeczoną Nataniela, choć muszę przyznać, że wyglądasz dziś kusząco-

- Mogę zdjąć z siebie wszystko, jeśli chcesz - mówiąc to Ester zsunęła szlafrok z ramion odsłaniając spora cześć biustu. Jacob nie odwrócił wzroku

- Skończyłaś się wygłupiać? Czego chcesz?- 

- Idziemy jutro pozwiedzać Francuską Dzielnicę-

- Mam uwierzyć, że Nataniel się na to zgodził?-

- Nie zgodził się. Ale to już twoje zmartwienie. - 

Jacob roześmiał się w głos. Odłożył książkę na nocny stolik i nie przestając się uśmiechać zbliżył się do Ester. - Ładnie pachniesz - mówiąc to chwycił ją za włosy odsłaniając szyję. Musnął ustami jej ucho i wyszeptał:

- Czyżbyś mi groziła?-

Ester nie bała się Jacoba, położyła swoją dłoń na jego nagim torsie i z nutką ironii w głosie odparła:

- Zależy od interpretacji. Póki, co ładnie proszę - 

- A byłaś taką grzeczną dziewczynką-

- Uczę się od najlepszych. Wyjeżdżamy o 10.00 chcę się trochę rozejrzeć. Możesz zabrać ze sobą  swoją świtę, przecież nie chcielibyśmy, aby cokolwiek mi się stało, prawda? - 

- Jak sobie życzysz-

- Dobranoc, Jacobie. Śpij dobrze.-

Ester bezszelestnie wysunęła się z pokoju Jacoba. Jeśli chciała była jak duch. Nikt jej nie zauważył i tak miało pozostać. Odpłaci "teściowi" za wszystko, co jej zrobił, ale najpierw wywoła odrobinę paniki wśród elity Nowego Orleanu...

 

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;-) Od czasu do czasu trzeba odrobinę zaszaleć ;-)

      Usuń
  2. Uwielbiam twój styl pisania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;-) Pełna motywacja do dalszego pisania ;-)

      Usuń
  3. Jak zwykle świetne, czekam na kolejne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;-) Niezmiernie mi miło, że jesteś ze mną od samego początku ;-)

      Usuń