- Kim dla ciebie jestem?-
-Słucham?- Nataniel podniósł głowę znad sterty
papierów walających się po masywnym dębowym biurku i spojrzał na osobę stojącą
w drzwiach jego gabinetu. Ester powoli dochodziła do siebie, przybrała na wadze
i wyglądała w miarę normalnie. Nataniel przyzwyczaił się już do jej
oszpeconego bliznami ciała, lecz za każdym razem, gdy ją widział czół fizyczny
ból.
....................................................................................................................................................
..................................................................................................................................................
- Pytałam, kim teraz dla ciebie jestem? – Ester pomału
wyartykułowała każde słowo. Przez chwilę panowała cisza.
- Jesteś matką
mojego dziecka -
- Martwego
dziecka -
- Ester,
proszę…. Przerabialiśmy to już wiele razy - głos Nataniela wyrażał
znużenie.
- I w dalszym
ciągu nie wiem, co tutaj robię -
- Jesteś moją
narzeczoną, matką mojego nieżyjącego dziecka a wkrótce moją żoną -
Twarz Ester skrzywiła się w ironicznym uśmiechu. Nataniel wypowiadał tą
kwestię już tyle razy toteż nie zwracał uwagi, iż czyni to w tak odstręczający
sposób. Ester przybrała minę niewiniątka i słodkim głosem odpowiedziała:
- Ależ kochanie chyba przez nieuwagę zgubiłam swój śliczny pierścionek
zaręczynowy, ale i tak nie mam, na co go włożyć – mówiąc to zamachała mu przed
nosem swoją okaleczoną dłonią – Przestań się mną bawić. Nic nas nie łączy, więc
albo pozwól mi wrócić do domu, albo mnie w końcu zabij, dłużej tego nie zniosę…
-
Nataniel powoli wstał z fotela i stanął naprzeciwko Ester ujmując swą silną
dłonią jej podbródek, zmuszając ją tym samym do spojrzenia mu w oczy.
– Kocham Cię, i zostaniesz ze mną czy tego chcesz czy nie. Z czasem i
ty nauczysz się kochać mnie. Póki, co bądź grzeczna i mnie nie prowokuj.
Zrozumiałaś?-
Ester nie odpowiedziała. Wyraźnie wyprowadzona z równowagi spróbowała wymierzyć
Natanielowi policzek, lecz chwycił jej dłoń i unieruchomił za plecami. Nie
wydała z siebie żadnego dźwięku. Jednym ruchem przyciągną ją do siebie i
pocałował. Jego usta nachalnie wpijały się w jej usta. Nie odwzajemniła
pocałunku, stała niewzruszona czekając na rozwój sytuacji. Nataniel czuł jej
obojętność, ale za wszelką cenę próbował wykrzesać z niej, choć odrobinę
zainteresowania. Niestety na marne. Wiedział, że pokojowo nic nie wskóra, więc
niechętnie zrezygnował z dalszej części „przedstawienia”.
- I co ja mam z tobą począć? Co? Jesteś moja i zrobię z tobą, co zechcę. Skoro
nie chcesz być dla mnie miła, lub choćby udawać odwdzięczę ci się tym samym. O
20.00 czekam na ciebie z kolacją, potem się zabawimy. Nie jestem stworzony do
celibatu. A na twoje nieszczęście mama wychowała mnie na porządnego faceta i
skoro już jesteś moją narzeczoną to muszę sypiać tylko z tobą – mówią to
opuszkami palców delikatnie pogłaskał ją po policzku i pocałował w czoło
jak rozkapryszone dziecko. Oczekiwał wybuchu złości lub jakiejkolwiek reakcji z
jej strony, ale znowu się przeliczył. Jej twarz wyrażała tylko znużenie, jakby
automatycznie wyłączyła wszystkie neurony w mózgu. Stała jeszcze przez chwilę w
bezruchu czekając aż w końcu uwolni ją ze swego niedźwiedziego uścisku i bez
słowa skierowała się w stronę uchylonych drzwi, w których stał rozbawiony
Jacob.
- Możecie w końcu zachowywać się jak dorośli ludzie? Ileż można? -
Ester wyminęła go bez słowa, lecz zatrzymała się w pół kroku i stając na
palcach wyszeptała mu coś do ucha. Po czym na głos dodała - Też za tobą
tęskniłam- Uśmiech natychmiast zszedł z jego twarzy. Poklepała go jeszcze po
ramieniu i odwracając się na pięcie krzyknęła do Nataniela – Do zobaczenia
wieczorem, kochanie -
- Czy mi się wydaje, czy kompletnie jej odbiło? –
- Robi to specjalnie, i dobrze o tym wiesz. Chce mnie sprowokować. Dowiedziałeś
się czegoś? –
- Twój ojciec nie zamierza dać za wygraną. Powinniśmy się przygotować na
małą konfrontację.-
-Jak małą?-
- Sądzę, iż może nam się przydać zawartość nowego kontenera -
- Aż tak małą?-
- Z tego, co słyszałem nie toleruję swojej przyszłej synowej-
Przez kilka kolejnych dni Ester stała się ucieleśnieniem idealnej żony.
Posłuszna i poukładana. Wszędzie było jej pełno, wydawała się wszystkim
zainteresowana począwszy od pielęgnacji ogrodu po prowadzenie domowej
księgowości. Starała się każdemu dogodzić. Chodziła uśmiechnięta i zarażała
dobrym humorem. Z własnej nieprzymuszonej woli wkradała się do sypialni
Nataniela żeby okazać mu swoją jak się wyrażała „wdzięczność” za wszystko, co
dla niej zrobił. Była ekspertem w udawaniu, że sprawia jej to przyjemność. W
odczuciu Nataniela większość spośród dziwek, z którymi sypiał nie dorastało jej
choćby do pięt. Była tak autentyczna w tym, co robiła, że Nataniel nie mógł się
jej oprzeć.
Podczas jednej z kolejnych upojnych nocy Nataniel w końcu zdecydował się
zapytać Ester, czego chcę, nie był na tyle naiwny żeby sądzić, iż jej
perfekcyjna gra aktorska nie ma jakiegoś celu:
- Możesz mi już powiedzieć, czego chcesz, zastanowię się czy jestem w stanie
spełnić twe „życzenie” –
Leżeli wtuleni w siebie na wielkim łożu. Wokoło leżały porozrzucane ubrania
a na stoliku stała niedokończona butelka najlepszego szampana. Zza nieszczelnie
zasuniętych kotarą okien wyzierał księżyc oświetlając pojedyncze skrawki ich
nagich ciał. Nataniel delikatnie gładził Ester po plecach i bawił się jej
włosami. Uwielbiał wdychać ich zapach. Pachniały piżmem i cynamonem. Ester nie
odpowiedziała na jego pytanie, powoli uniosła się na łokciach i patrząc mu
głęboko w oczy ostrożnie zbliżyła swe usta do jego ust. Trwali tak w bezruchu
a w pomieszczeniu słychać było tylko przyśpieszony oddech i bicie ich serc.
- Skąd pomysł, że czegoś chcę? Przecież mam już wszystko. Skarbie, czyżbyś
nie wierzył, że Cię w końcu pokochałam?- Ester z miną niewiniątka muskała
językiem jego wargi
- Boże… jesteś w tym świetna. Gdybym nie poznał cię wcześniej pewnie dałbym
się nabrać –
Ester roześmiała się i całując go w czoło wyśliznęła się z jego ramion.
Stała przed nim nago bez żadnego skrepowania. Jej krwisto czerwone włosy
falowały przy każdym najmniejszym, chociaż ruchu. Wiedziała jak na niego działa
i skrupulatnie to wykorzystywała.
- Byłam grzeczna, prawda? - Nataniel przytaknął nie spuszczając wzroku z
jej biustu, który rytmicznie podnosił się i opadał, gdy oddychała.
- Nie jestem twoją własnością i nie możesz mnie w nieskończoność więzić w
rezydencji, prawda? –
- Jesteś moją własnością i wszystko, co robię czynię dla twojego dobra -
Nataniel wydawał się być opanowany i lekko rozbawiony kierunkiem, w który
zmierzała rozmowa. Aczkolwiek zachował szczątki samokontroli, więc starał
się nie sprowokować Ester do niepotrzebnej kłótni.
- Jestem już dużą dziewczynką i potrafię o siebie zadbać, więc nie musisz
mnie trzymać w klatce. Nie ucieknę. Nawet gdybym chciała to nie mam, dokąd.-
- Masz rację, nie uciekniesz, bo i tak bym cię znalazł. Co nie zmienia
faktu, iż ci nie ufam i nie wypuszczę cię stąd samej.-
Ester starała się nie okazać choćby krzty zniecierpliwienia, chodź jej
oddech odrobinę przyśpieszył
- Widzę, że mamy o sobie takie samo mniemanie. Ale kto powiedział, że chcę
wychodzić sama. Przecież Jacob jest jak mój cień, oczywiście nie wliczając
czterech innych idiotów, którym wydaje się, że mnie śledzą a czynią to tak
nieumiejętnie, iż czasami zastanawiam się, jakim cudem jeszcze żyjesz
posiadając taki personel.-
Nataniel roześmiała się, choć był lekko zaskoczony, iż była w stanie
rozpracować jego ludzi.
- To nie ma sensu. Wszystko, czego potrzebujesz masz na miejscu i jesteś tu
bezpieczna.-
- Mógłbyś nie rozmawiać ze mną jak z upośledzonym dzieckiem?-
- Lubię jak się złościsz - uśmiechnął się do niej zawadiacko i łapiąc ją w pasie
przyciągnął z powrotem do łóżka
– Skończyliśmy rozmawiać? –
- To zależy –
- Od czego – właściwie nie interesowało go już, co odpowie dla niego temat
był skończony
- Idę jutro pozwiedzać Francuską Dzielnicę?-
- Nie-
- W takim razie boli mnie głowa- Ester zwinnie wysunęła się z pod Nataniela
i narzucając na siebie koronkowy szlafrok podążyła w kierunku drzwi
- Zostawisz mnie teraz samego?-
- Dasz sobie radę kochanie-
- Wiesz, że mogę wziąć Cię siłą, jeśli tylko zechcę-
- Grozisz czy obiecujesz? -
Ester nie usłyszała już odpowiedzi Nataniela. Zatrzasnęła drzwi jego
sypialni i szybkim krokiem skierowała się w stronę pokoju Jacoba...
- Co ty tu do cholery robisz w środku nocy?-
W pokoju panował półmrok, jedynym źródłem światła była lampa, przy której
Jacob czytał książkę siedząc w obszernym skórzanym fotelu. Miał na sobie
jedynie spodnie od piżamy. Początkowo nie zwrócił uwagi na wygląd swego gościa,
lecz gdy tylko uświadomił sobie, iż Ester ma na sobie jedynie koronkowy
szlafrok, speszony wrócił do czytania książki unikając patrzenia w jej stronę.
- Już nie udawaj, że jesteś aż tak cnotliwy. Widziałeś mnie już
nago.-
Jacob podniósł wzrok i zlustrował ją od góry do dołu - Wtedy jeszcze nie
byłaś narzeczoną Nataniela, choć muszę przyznać, że wyglądasz dziś kusząco-
- Mogę zdjąć z siebie wszystko, jeśli chcesz - mówiąc to Ester zsunęła
szlafrok z ramion odsłaniając spora cześć biustu. Jacob nie odwrócił wzroku
- Skończyłaś się wygłupiać? Czego chcesz?-
- Idziemy jutro pozwiedzać Francuską Dzielnicę-
- Mam uwierzyć, że Nataniel się na to zgodził?-
- Nie zgodził się. Ale to już twoje zmartwienie. -
Jacob roześmiał się w głos. Odłożył książkę na nocny stolik i nie
przestając się uśmiechać zbliżył się do Ester. - Ładnie pachniesz - mówiąc to
chwycił ją za włosy odsłaniając szyję. Musnął ustami jej ucho i wyszeptał:
- Czyżbyś mi groziła?-
Ester nie bała się Jacoba, położyła swoją dłoń na jego nagim torsie i z nutką
ironii w głosie odparła:
- Zależy od interpretacji. Póki, co ładnie proszę -
- A byłaś taką grzeczną dziewczynką-
- Uczę się od najlepszych. Wyjeżdżamy o 10.00 chcę się trochę rozejrzeć.
Możesz zabrać ze sobą swoją świtę, przecież nie chcielibyśmy, aby
cokolwiek mi się stało, prawda? -
- Jak sobie życzysz-
- Dobranoc, Jacobie. Śpij dobrze.-
Ester bezszelestnie wysunęła się z pokoju Jacoba. Jeśli chciała była jak
duch. Nikt jej nie zauważył i tak miało pozostać. Odpłaci "teściowi"
za wszystko, co jej zrobił, ale najpierw wywoła odrobinę paniki wśród elity
Nowego Orleanu...

Bardzo emocjonująco napisane!
OdpowiedzUsuńDziękuję ;-) Od czasu do czasu trzeba odrobinę zaszaleć ;-)
UsuńUwielbiam twój styl pisania :D
OdpowiedzUsuńDziękuję ;-) Pełna motywacja do dalszego pisania ;-)
UsuńJak zwykle świetne, czekam na kolejne...
OdpowiedzUsuńDziękuję ;-) Niezmiernie mi miło, że jesteś ze mną od samego początku ;-)
Usuń