-
Proszę, proszę kogo moje piękne oczy widzą? Czyż to nie nasza mała zwiastunka
śmierci?-
-
Też się cieszę, że Cię widzę Jacobie. Dobrze spałeś?- Ester siedziała w bujanym
fotelu popijając aromatyczną kawę i z zadowoleniem przeglądając stos dokumentów.
-
Nie narzekam. Jeśli chcesz możesz do mnie dołączyć dziś wieczorem. Wybiję ci te
głupoty z głowy i na pewno będziesz chodziła mniej nadąsana.
Ester
uśmiechnęła się pod nosem, ale nie zareagowała na zaczepkę Jacoba tak jakby się
tego spodziewał.
-
Mogę ci w czymś pomóc? Jak widzisz, jestem odrobinę zajęta, więc jeśli nie masz
do powiedzenia czegoś sensownego to pozwól, że …
Jacob
przerwał jej w pół słowa –Pocałunek śmierci? Ty tak na serio? Jeśli chcesz się
bawić to mogę zorganizować ci plac zabaw. Nie mieszaj się w coś o czym nie masz
zielonego pojęcia.
-
Czyżbym zrobiła coś niestosownego? –
-
Powiedzmy, że nie do końca orientujesz się w panujących zasadach i nie pozwolę
ci zrobić z nas pośmiewiska tylko, dlatego, że jesteś maskotką Nataniela–
- Wydaje
mi się, że nie wszystkim było do śmiechu. A co do waszych „zasad” nie wydają ci
się one odrobinę przereklamowane? Poza tym nie jestem już zwolenniczką
humanitaryzmu. Oko za oko, ząb za ząb i życie staje się prostsze. A tobie nie
radzę wchodzić mi w drogę-
-
Mam to traktować, jako groźbę? –
-
Nie wnikam w poziom twoich możliwości intelektualnych, więc traktuj sobie to
jak chcesz. Żegnam.-
Jacob
znalazł się tuż przy niej w ułamku sekundy. Czuła na sobie jego przyśpieszony
oddech. Delikatnie położył swoją szorstką dłoń na jej szyi. Nie poruszyła się.
Z uśmiechem na ustach wyszeptała – Na co
czekasz? Nie boisz się, że możesz być następny? Wystarczy jeden mały buziak-
Ich usta dzieliło kilka milimetrów. Wiedziała, że wyprowadziła go równowagi.
Bezwiednie zacisnął dłoń
– Uważaj, komu grozisz, maleńka-
Ester
brakowało tchu. Nie zamierzała się bronić. Po woli traciła świadomość, lecz ani
na sekundę nie odwróciła wzroku od twarzy Jacoba. Kątem oka zauważyła jeszcze
mglisty cień a chwilę później znalazła się na podłodze łapiąc oddech. Szumiało
jej w uszach, ale to uczucie nie było jej obce. Była duszona nie po raz
pierwszy, a zważając na fakt, iż miała strasznie niewyparzoną buźkę a jej
instynkt samozachowawczy chyba wyjechał na wakacje, była pewna, że nie był to
również ostatni raz. Perfekcyjnie odegrała zaplanowaną rolę. Udając przerażoną,
z wyrazem trwogi na twarzy spojrzała w kierunku dwóch szarpiących się mężczyzn.
Wściekłość
biła od Nataniela. Właściwie trudno było się mu dziwić, biorąc pod uwagę fakt,
iż jego przybrany brat próbował udusić mu narzeczoną. Aczkolwiek jego reakcja
wydała się Ester odrobinę przesadzona. Błagalnym tonem zwróciła się do Nataniela
-
Przestańcie!!! Natanielu, proszę cię, nic się nie stało. Jacob nie chciał
zrobić mi krzywdy. To nieporozumienie. Kochanie, proszę !!! –
Nataniel
nie dawał za wygraną, lecz słysząc rozpacz w jej głosie, puścił Jacoba i siląc
się na uśmiech wziął Ester w ramiona, szepcząc jej do ucha. – Nic ci nie jest?
Powinienem go zabić za sam pomysł podniesienia na ciebie ręki –
-
Ciiii, wszystko jest w porządku. Niepotrzebnie go sprowokowałam, to nie jego
wina. Nie chciałabym, abyście się przeze mnie poróżnili. To twój brat, pamiętaj
o tym.-
Jacob
stał w milczeniu patrząc na triumfujący wyraz twarzy Ester. Uświadomił sobie,
iż całe to zajście było tylko i wyłącznie skrupulatnie zaplanowanym przedstawieniem
mającym na celu zdyskryminowanie go w oczach Nataniela. Zdał sobie sprawę
również z tego, iż w tym momencie stał na straconej pozycji, a Nataniel zrobi wszystko,
o co poprosi go ta pieprzona manipulatorka. Chociaż, chcąc nie chcąc musiał
przyznać, iż rozegrała to perfekcyjnie.
Nataniel
lekko się uspokoiwszy, nadal tuląc roztrzęsioną Ester, zapytał - Mogę wiedzieć
o co wam tak właściwie tym razem poszło? –
-
Skarbie, to nic takiego. Porozmawiamy o tym innym razem. Powinieneś być teraz
na spotkaniu ze swoimi doradcami. Dogadam się z Jacobem, przecież jesteśmy dla
siebie jak rodzina.-
-
Ester…-
-
Oj, już dobrze. Powiem Ci. Ale obiecaj, że nie będziesz się na mnie gniewał...-
Ester robiąc niewinną minę proszącego o coś szczeniaka niepewnie spojrzała na
Nataniela. Wiedziała jak na niego działa, a udając słodką idiotkę, w dodatku
przerażoną i niepewną siebie, była pewna, iż dostanie to czego chciała.
-
Kochanie wiesz, że siedząc tu sama, w tej złotej klatce, po woli wariuję. A nie
chciałbyś przecież, aby stało mi się coś złego. Prawda?-
-
Taaak. Do czego zmierzasz? Mam się bać?-
-
Nie żartuj sobie z mojej psychiki. Nie chcemy chyba powtórki z rozrywki. Ale
wracając do sedna naszej konwersacji, chciałabym zająć się czymś pożytecznym,
czymś, co mogłoby przynieść korzyści nam obojgu, a jednocześnie sprawić, iż
będę szczęśliwa. A chciałbyś, żebym była szczęśliwa, prawda?
- Wydaje
mi się, iż będę żałował swojej odpowiedzi do końca życia. Powiesz mi w końcu, o
co chodzi?-
Ester
uśmiechnęła się zalotnie. Nataniel nie był głupi. Zdawała sobie sprawę, iż przejrzał częściowo
jej plan, lecz nie chcąc komplikować ich wystarczająco już popieprzonej relacji
postanowił dołączyć do gry.
-
Znalazłam idealną pracę dla siebie. –
-Pracę,
powiadasz?-
-
Tak dla twojej wiadomości, gdybym nie miała takiego pecha to w tej chwili
robiłabym doktorat we Florencji. Więc tak, posiadam istotne kompetencje, które
czynią mnie czymś więcej niż tylko kurą domową, tudzież inkubatorem, i mogę
podjąć pracę zarobkową sprawiającą mi przyjemność.-
Jacob
nie wytrzymał i pogardliwie prychnął– Zamierzasz znowu tańczyć na rurze? –
Niestety dopiero w tym momencie połapał się do końca, o co chodzi i od razu
pożałował swoich słów.
-
Bingo. Widzisz skarbie, mówiłam ci, że jesteśmy dla siebie z Jacobem jak
rodzina i jak widać potrafimy nawet czytać sobie w myślach. Aczkolwiek aspiruję
na odrobinę wyższe stanowisko, a biorąc pod uwagę fakt, iż takowe się ostatnio
zwolniło jestem pewna, że będę idealnym kandydatem. W końcu znam tą profesję od
podszewki. Co ty na to?-
-
A istnieje w ogóle możliwość wyperswadowania ci tego idiotycznego pomysłu z tej
pięknej główki?-
-
Kocham Cię, wiesz?-
-
Jest jedno „ale” -
-
Tak, wiem. Jacob będzie moją niańką. Uwierz mi, będziesz ze mnie dumny. Czarna Dalio nadchodzę...-

Tak długo nic się nie pojawiało, że myślałam, że opowiadanie zostało porzucone. Byłaby to wielka szkoda... Bardzo się cieszę, że się myliłam.
OdpowiedzUsuńKolejny świetny rozdział. Czekam na ciąg dalszy(mam nadzieję, że nie karzesz czekać na niego równie długo :P ) Życzę weny :D Pozdrawiam K.