niedziela, 6 marca 2016

Czarna Dalia, cz.II

https://500px.com/photo/99286041/new-orleans-night-rain-by-k-s


„…Po chwili znaleźli się w przestronnym pomieszczeniu, które zapewne służyło za hotelowe lobby. Nawet w tych okolicznościach, Ester oczarował wystrój owego miejsca. Wiedziała gdzie jest, udało jej się to ustalić podczas podróży samochodem. Miała podzielną uwagę, toteż prowadząc rozmowę z Charliem niepostrzeżenie wyglądała przez okno. Znajdowali się w centrum French Quarter (Dzielnicy Francuskiej),  a dokładniej  na jednej z najbardziej znanych ulic na świecie jaką jest Bourbon Street. Co za zrządzenie losu, Ester zawsze chciała odwiedzić to miejsce i poczuć jego klimat.Uśmiechnęła się w myślach przypominając sobie słowa Mata o przeznaczeniu.
Owa ulica cechowała się zabytkową zabudową z okresu francuskiego i hiszpańskiego panowania. Po obu jej stronach, ciągnęły się murowane kamienice z charakterystycznymi ażurowymi balkonami i kolorowymi elewacjami, a Ester znajdowała się w najbardziej reprezentatywnej z nich.
Z rozmyślań wyrwał ją głos recepcjonistki. – Oszaleliście? Od kiedy to wprowadza się je głównym wejściem? Znikajcie stąd zanim ktokolwiek was zobaczy.- Recepcjonistka była śliczną, czarnoskórą brunetką ubraną w elegancką wizytową sukienkę sięgającą kolan i buty na niebotycznym obcasie. Stała przy gigantycznym bukiecie czarnych dalii, patrząc na przybyłych wyraźnie zdegustowana. –Ogłuchliście?-
- Witaj Hayley. Nie rób takiej miny bo nabawisz się zmarszczek.-  Mężczyzna trzymający Ester uśmiechnął się do niej pojednawczo.  -Przyjechała z Charliem.-  Hayley zrobiła zaskoczoną minę i otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, lecz w porę opamiętała się i z promiennym uśmiechem wskazała im drzwi znajdujące się na końcu korytarza. Vincent, tak na imię miał mężczyzna który potraktował Ester jak kukłę, rozwiązał nogi swej podopiecznej i popchnął ją w  kierunku wskazanym przez Hayley. Zbliżając się do drzwi z groźbą w głosie, niewątpliwie mającą zastraszyć Ester, oznajmił: - Mam cię pilnować do samej licytacji. Będę wszędzie gdzie się nie obejrzysz, na każdym kroku będziesz czuła mój oddech na swojej szyi. Z głębi serca radzę ci, nie robić głupot. Mam swoje sposoby na takie jak ty. Masz być grzeczna, zrozumiałaś?-  Ester potulnie kiwnęła głową wcale nie przekonana o swojej uległości. Postanowiła, że przetrwa jakoś tą całą licytację i ucieknie gdy tylko znajdzie się poza murami Czarnej Dalii. Miała do tego wszelkie predyspozycje o których jej porywacze nie mieli zielonego pojęcia. Z miną niewiniątka przekroczyła próg. Ale tego co zastanie za drzwiami się nie spodziewała. Znaleźli się w sterylnym pomieszczeniu. Biel biła po oczach. Na suficie paliły się  jarzeniówki, a podłoga wyłożona została idealnie gładkimi płytkami. Ester bolały oczy, lecz nie mogła oprzeć się pokusie zlustrowania wszystkiego wokoło. Po jej prawej stronie znajdowało się wejście do sąsiedniego pomieszczenia, dobrze widocznego przez weneckie lustro. To właśnie tam pod ścianą stał rząd szpitalnych łóżek na których leżały jej towarzyszki z kontenera. Nie ruszały się, szklistym wzrokiem wpatrywały się w sufit. Ester mimowolnie zadrżała. Siła woli zmusiła się do odwrócenia wzroku od lustra i skierowała go w przeciwnym kierunku. Po jej lewej stronie znajdowało się coś na kształt prysznica i toalety. Nieopodal stał fotel ginekologiczny z mnóstwem sprzętu do wykonywania badań. Ester zrobiło się niedobrze, spojrzała przed siebie i zobaczyła mężczyznę siedzącego za biurkiem. Pierwsze wrażenie nie napawało otuchą. Wyglądał jak podstarzały, łysiejący lowelas z okularami na zakrzywionym nosie. Trzymał w ręku dokumentację medyczną uważnie ją studiując. Widocznie nie zauważył, że nie jest już sam. Vincent chrząknął dając znać o ich obecności, tym samym wyrywając go z transu. Lekarz podskoczył zdezorientowany i spojrzał na gości. -Widzę że zguba się znalazła? Ale na miłości boską, co ci się stało?- Ester nie odpowiedziała, nie była pewna czy jej plan ucieczki ma dalszą rację bytu. Lekarz swą uwagę skierował na Vincenta. -I co ja mam z nią zrobić? Jest cała pokiereszowana. Rany są brudne, zapewne wdało się jakieś zakażenie i te siniaki…- pokręcił głową z niedowierzaniem. - Jesteś pewien, że Charlie chce ją wystawić? Vincent niewzruszony narzekaniami lekarza zakończył rozmowę, mówiąc: - Jestem pewny, że sobie poradzisz. Nie ma rzeczy niemożliwych. Zabieraj się do roboty bo nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia.- Lekarz urażony tonem jego głosu, nachylił się nad biurkiem i wydał polecenie przez interkom. Chwilę po tym do pomieszczenia weszły trzy kobiety ubrane w białe kitle. Mogłyby być siostrami. Wszystkie miały podobne rysy twarzy, śniadą cerę i wielkie oczy. Hebanowe  włosy związały w koński ogon uwydatniając  idealne kształty czaszki. Na rękach nosiły lateksowe rękawiczki, które wywołały u Ester ponowną falę mdłości. -Tobie Vincencie już podziękujemy.- rzekł lekarz.
-Mam jej pilnować do licytacji. Rób co musisz. Jeśli chcesz możesz udawać, że mnie tu nie ma.-
- A cóż to za nowe praktyki? - Lekarz poczerwieniały ze złości, uderzył pięścią o biurko. Vincent stał niewzruszony. Widać było, że nie darzą się sympatią. Z wyższością skierował się w stronę weneckiego lustra i usiadł na kanapie. Do lekarza dotarło, że na nic nie zda się dalsza konwersacja więc już z mniejszymi emocjami odparł –Możesz być pewny, że tego tak nie zostawię. Automatycznie zapominając o Vincencie, zwrócił się bezpośrednio do Ester. Bądź tak miła i rozbierz się. Obecne tu panie pomogą ci się umyć a potem wykonamy kilka badań. Nie musisz się wstydzić nie jedno już widziałem,-  mówiąc to popatrzył na nią lubieżnie. Tego było dla niej za wiele. Trudno, będzie musiała ujawnić jeden ze swoich talentów, ale na pewno nie podda się bez walki.
- Nie- jej głos odbił się echem od ścian. - Nie? Bądź grzeczna tak jak twoje koleżanki, nikt nie chce żeby stało ci się coś złego. Zrobisz sama o co cię proszę, czy ci pomóc?-
 - Możesz spróbować-
Vincent wzdychając, podniósł się z kanapy, wyjął colta 1911 i skierował go w jej stronę. - Przecież już o tym rozmawialiśmy. Ja też za nim nie przepadam ale z łaski swojej rób co mówi.- Wydawało mu się, że był przygotowany na opór z jej strony, ale tego się nie spodziewał. Ester jednym zwinnym kopnięciem wytrąciła mu broń z ręki. Wszystko działo się w zaskakującym tempie. Vincent nieco zbity z tropu natarł na nią całym ciałem próbując dosięgnąć broni. Ester zadała kolejny cios. Napastnik  zawył z bólu. Była pewna że złamała mu nos, na śnieżnobiałych ścianach widniał rozprysk krwi. -Ty suko!!! Pożałujesz tego.- Kipiąc ze złości i upokorzenia, zaatakował ponownie. Lecz i tym razem Ester była szybsza. Systeme[1] miała w małym palcu.  Stosując wyuczone chwyty, znokautowała Vincenta potrójnym uderzenie jedną nogą prosto w jego głowę. Padł z łoskotem nie dając oznak życia. Lekarz złapał ją od tyłu próbując unieruchomić jej i tak związane ręce. Lecz widać było że nie do końca przemyślał to co robi. Wyśliznęła mu się i jednym uderzeniem w szyję  pozbawiła go przytomności. W sali pozostały jeszcze trzy kobiety. Dwie z nich rzuciły się w kierunku pistoletu leżącego obok biurka. Ester była jak w transie. Automatycznie zadawała ciosy unieszkodliwiając przeciwnika. Napędzała ją adrenalina. Rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu trzeciej pielęgniarki. Nie było jej. Gdy sięgała po broń, dębowe drzwi z łoskotem uderzyły o ścianę. Do środka wtargnęło sześciu uzbrojonych mężczyzn. Z niedowierzaniem spoglądali na zaistniała sytuację. Na ich czele stał Alex. – Co się tu do chuja dzieję?-  Wycelował swojego glocka w Ester, powoli zwalniając spust. -Rusz się choć o milimetr a twój mózg  wyląduje za oknem.- Był pewny, że da za wygraną lecz mylił się i to bardzo. Ester z gracją złapała pistolet upuszczony przez Vincenta i z szaleńczym błyskiem w oczach skierowała go wprost na Alexa.
– Sprawdzimy kto lepiej strzela?- Patrzyli na siebie w napięciu. Cisze przerwał jeden z pozostałych mężczyzn. -Szef chciał ją żywą.- Uśmiechnęła się do nich.
-Więc weźcie mnie żywą. Który pierwszy?- Niestety w tym starciu nie miała szans. Poczuła dziwne pieczenie w nodze. Nie wiedziała co się stało. Przecież nie słyszała wystrzału. Zakręciło jej się w głowie, popatrzyła w dół i jak przez mgłę dostrzegła strzykawkę wbitą w jej udo. Ostatkiem sił skierowała broń w stronę własnej głowy i pociągnęła za spust…
         Odgłos wystrzału dźwięczał w uszach zebranych. Ester leżała na podłodze odurzona środkiem nasennym. Przeżyła, kula o milimetr otarła się o jej skroń. Alex stał nad nią oceniając szkody które poczyniła. Kręcąc z niedowierzaniem głową zwrócił się do swoich kompanów - Ja pierdolę. To są chyba jakieś żarty. Zróbcie tu porządek zanim zjawi się Charlie.- Mężczyźni zabrali się do roboty komentując między sobą zaistniałą sytuację. Alex zwrócił się bezpośrednio do lekarza, który w dalszym ciągu leżał na podłodze trzymając się za krtań
- Doktorze przeżyje pan ?- Lekarz pokiwał twierdząco głową gdy jeden z mężczyzn pomagał mu wstać. – Toż to diabeł wcielony, zabijcie ją albo ja to zrobię.-
-Spokojnie doktorku, szef chciał ją żywą, sam zajmie się jej tresurą.
– A róbcie co chcecie, ale ja się z tego wypisuję. Chyba pora na dłuższe wakacje.-  Alex spojrzał na nieprzytomną Ester – Co z nią?
 -Powinna obudzić się dopiero za parę godzin. Zabierzcie ją do izolatki i przypnijcie pasami. I wezwijcie doktora Wu. A tak z ciekawości to skąd  ją w ogóle wytrzasnęliście?-
- Tajemnica handlowa doktorze.- Mówiąc to Alex wziął Ester na ręce i opuścił salę.
         Ester ocknęła się kilka godzin po feralnych wydarzeniach. Leżała na szpitalnym łóżku unieruchomiona pasami. Wokół siebie słyszała głosy, niektóre znajome. Próbowała otworzyć oczy, lecz jej mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Gdy w końcu zmusiła się do ich otwarcia zobaczyła nad sobą kilka twarzy.
– Jeśli tak ma wyglądać niebo to jest ono stanowczo przereklamowane. –
– Witaj wśród żywych- dr Wu uśmiechnął się do niej sprawdzając kroplówkę podpięta do jej ręki. Ester jęknęła. -Czyżbym sprawił ci ból? – Nie miała zamiaru z nim rozmawiać, wiedziała że ma kłopoty. Dlaczego nic jej ostatnio nie wychodzi. Nawet nie potrafi się porządnie zabić. Cisze przerwał Alex zwracając się do dr Wu: - Charlie chciał ją widzieć natychmiast gdy się obudzi. Pana również. Czeka na nas w swoim gabinecie.-
 – Mam jej podać coś na uspokojenie?-
 - Nie trzeba, to nie potrwa długo. Zdejmijcie jej pasy i załóżcie kajdanki.- Zwrócił się do Ester: - jeśli zauważę że coś kombinujesz, odstrzelę ci głowę. Rozumiesz?-  Ester nie mogła się powstrzymać i z miną niewiniątka zapytała:
– Obiecujesz?-  Widać było, że go wkurzyła, spojrzał na nią z gniewem w oczach i nic już nie mówiąc złapał za klamkę -Idziemy. Ester została siłą wyciągnięta z łóżka i skuta kajdankami, choć nie stawiała oporu. Gdy dr Wu odczepiał jej kroplówkę zakręciło jej się w głowie i straciła równowagę, dwaj mężczyźni stojący najbliżej niej złapali ją pod ręce i wyprowadzili z sali. Podążając w kierunku gabinetu Charliego mijali niezliczoną ilość ręcznie rzeźbionych drzwi, przeplatanych reprodukcjami obrazów w bogato zdobionych ramach. Wzdłuż korytarza ciągnął się marokański bordowy dywan spod którego gdzieniegdzie wyzierał zabytkowy dębowy parkiet. Sufit zdobiły kryształowe żyrandole nadające temu miejscu wyjątkowy klimat. I kwiaty. Wszędzie stały bukiety czarnych dalii. Ester widziała że Alex coś do niej mówi ale nie słyszał go. Napajała się widokiem i nic więcej się dla niej nie liczyło.
–Hej, wracaj na ziemie, jesteśmy na miejscu. Alex wyciągnął rękę w kierunku mosiężnej klamki, lecz ktoś go uprzedził. Drzwi otworzyły się. W gabinecie zapanowała cisza. Wszystkie oczy zwróciły się na nowo przybyłych. Gabinet był równie piękny jak reszta budynku. Wypełniały go okazałe hebanowe meble, skórzane fotele i niezliczone regały z książkami. W centralnym miejscu stało biurko, a za nim z nieodgadnionym wyrazem twarzy siedział Charlie, popijając szkocką. Wokół niego stali mężczyźni w garniturach. Kilku z nich Ester rozpoznała jako ochroniarzy. Stała naprzeciwko Charliego nie odwracając od niego wzroku. Władczym gestem wskazał jej fotel. Usiadła nie okazując zdenerwowania. Nieznośną cisze przerwał Charlie:
 -Ester, dziecino czy zechciałabyś wytłumaczyć mi co zaszło w gabinecie doktora? Śmiało, chciałbym poznać twoją wersję wydarzeń. - Ester postanowiła milczeć. Była pewna, że nie wystawią ją na licytację wiedząc, że może zrobić krzywdę jednemu z ich najlepszych klientów. Zdawała sobie sprawę, że w najlepszym wypadku zostanie zabita od razu, w najgorszym poznęcają się nad nią w konsekwencji czego zapewne umrze. Tak czy siak, niedługo skończy się jej koszmar.
– Nie masz mi nic do powiedzenia, ma cheri? Nie odezwała się. Spuściła wzrok i zaczęła bawić się wentylem od kroplówki, sprawiając sobie ból którego potrzebowała, aby nie wpaść w panikę. Była odważna, ale wszystko ma swoje granice. Ne była głupia, wiedziała na co ich stać. Uświadomiła sobie, że nie zastrzelą jej od tak, bo ich do tego prowokuję, mimo to pozwoliła aby wszystko toczyło się zgodnie z przeznaczeniem.
-Nie chcesz mówić? Cóż, inni odpowiedzą za ciebie. Vincencie?-
- Powinniśmy ją zabić. Bardzo chętnie podejmę się tego zadania. Już widzę jak leży w kałuży krwi, gwałcona i bita, błagająca o śmierć, na którą nie zasłużyła. Należy połamać jej ręce i nogi, aby nie mogła uciec, a gdy nam się znudzi, obleję ją benzyną i podpalę. Lubię patrzeć jak płoną. –
Ester zadrżała, mimowolnie spojrzała w kierunku z którego dobiegał jego głos. Nie zdawała sobie sprawy jak mocno oberwał, wyglądał jak po spotkaniu twarzą w twarz z ciężarówką. Jak dotąd nigdy nie miała okazji zastosować wyuczonej sztuki walki w praktyce. Nie było jej go szkoda, ba w tej chwili żałowała, że nie uderzyła mocniej. Pragnęła jego śmierci i to ją przeraziło. W myślach zadała sobie pytanie: Kim ty do cholery jesteś i co zrobiłaś z Ester?
- Drogi Vincencie, wiem że uwielbiasz jak płoną i nigdy ci tego nie zabraniałem, ale ta oto dama ma nam przynieść zysk więc dostaniesz ją w prezencie dopiero po licytacji. –
Vincent wykonał aktorski ukłon w jego stronę odsłaniając bezzębną szczękę, która była dziełem Ester.
- Czy ktoś z zebranych ma jakieś istotne informacje,  które wyjaśnią mi dzisiejsze zajście i jakim kurwa cudem, dziewczyna jej postury zdołała unieszkodliwić cztery osoby, w tym byłego komandosa, bo jakoś nie mogę tego pojąć. A gdy nie mogę czegoś pojąć, co zdarza się niezwykle rzadko, mam wtedy bardzo zły humor. A nie lubicie jak mam zły humor, prawda?-
Żaden z zebranych nie odpowiedział. Odwrócili wzrok bojąc się nawet spojrzeć w jego stronę. - A więc, słucham.- Odezwał się mężczyzna którego Ester nie znała. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Ubrany był w za ciasny garnitur opinający jego wielki brzuch, czarne mokasyny i białą koszulę przesiąkniętą potem. Był wyraźnie zdenerwowany. Jego twarz przybrała kolor piwonii.
- Pozwolę sobie przedstawić informację które udało mi się zdobyć: Ester Madres, 25 lat, polka żydowskiego pochodzenia, panna, wolontariuszka, uzyskała tytuł magistra z zakresu bezpieczeństwa narodowego, nie karana.
- To wszystko?- Mężczyzna przytakną próbując zejść z pola widzenia szefa.
 -Ktoś jeszcze? Nikt, nic?-  Charlie poderwał się z miejsca przewracając wielki fotel. Z zaciśniętymi pięściami i furią wypisaną na twarzy rozejrzał się po zebranych.  - A zatem nikt nie jest w stanie wytłumaczyć co tam zaszło? Ester?- Poczuła że dygocze, bała się, pierwszy raz od porwania czuła, że naprawdę się boi. Odpowiedział mu dr Wu - szefie powinien pan o czymś wiedzieć, o czymś co znacząco wpłynie na uatrakcyjnienie oferty związanej z panną Madres.-
- Tak?-  Charlie ciągle posapując, ale już z mniejszym entuzjazmem przeniósł wzrok z Ester na lekarza.
- Z badań które przeprowadziłem, ponad wszelką wątpliwość wynika, że panna Madres jest dziewicą.-  Ester czuła że wszyscy na nią patrzą. Wydawało jej się, że jej ciało dosłownie płonie i nic nie mogła z tym zrobić. Oddychała nerwowo, nie podnosząc głowy. Dopiero teraz zauważyła, że ma na sobie szpitalną koszulę, a jej rany zostały opatrzone.
- Proszę, proszę a już myślałem, że nic mnie w niej nie zadziwi.-  Charlie usiadł, z uśmiechem szukając swojej szklanki ze szkocką. Jego napad gniewu zniknął tak szybko jak się pojawił. - Zapowiada się bardzo interesująca i dochodowa licytacja.-  Dla Ester ta runda dobiegła końca. Zamknęła oczy, chcąc ukryć zbierające się pod powiekami piekące łzy…”



[1] SYSTEMA (ros. Система) – rosyjski system walki zaprojektowany dla osiągnięcia wysokiego poziomu skuteczności. Systema jest wykorzystywana przez nieliczne oddziały Specnazu. System walki opiera się na wiedzy o tym, jak różne układy ludzkiego organizmu (nerwowy, krwionośny, limfatyczny) oraz psychika reagują na oddziaływania zewnętrznych i wewnętrznych czynników takich jak: temperatura, ciśnienie, napięcie mięśniowe, ból, stres, strach itp. Podstawowym elementem metodyki jest kontrola oddechu, uzyskiwana przez specyficzne ćwiczenia oddechowe, rozwijanie intuicji oraz indywidualnych predyspozycji trenującego. Poprawne wykorzystanie oddychania pozwala kierować stanami psychiki, napięciami w mięśniach i układzie nerwowym oraz wykonywać zamierzone działanie przy wykorzystaniu minimalnej siły mięśniowej. http://championclub.pl/fight-club/#systema

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz