niedziela, 14 lutego 2016

Przeznaczenie, cz. V


"...Nie odpowiedział jej od razu. -Wierzysz w przeznaczenie? Przed nim nie uciekniesz choćbyś nie wiem jak mocno się starała. Widocznie było Ci to pisane, musisz się z tym pogodzić.- Ester nie mogła oprzeć się wrażeniu że Matt wierzył w to co mówi. A ona uważała go za najbardziej rozgarniętego z całej piątki. Pozory mylą. Nie chciała kontynuować rozmowy ale wiedziała, że musi im udowodnić że „zmądrzała”. -Zechciałabyś doprowadzić się do porządku? Niedługo dotrzemy do waszego nowego domu i nie chciałbym aby ktokolwiek pomyślał, że źle cię traktowaliśmy. Jeśli chcesz to z chęcią ci w tym pomogę. Ja albo Alex. Daję ci możliwość wyboru więc doceń moje dobre serce.- 

- Poradzę sobie sama.- Ester próbowała wstać opierając się o ścianę. Wiedziała, że nie da rady ale nie potrafiła poddać się bez walki. Na chwiejnych nogach próbowała zrobić krok w przód lecz ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Upadła wprost w ramionach Matta. Ten z widoczną wesołością zawołał do Alexa:-Wiedziałem, że mnie wybierze. A ty okazałeś jej tyle serca i uwagi a ona tak ci się odwdzięcza.- - Pierdol się. I tak mi się już znudziła. Sam się z nią użeraj. Nie tknąłbym jej nawet kijem.- Ester przeszedł dreszcz. Przez cały ten czas spędzony w kontenerze nie dopuszczała do siebie myśli, że mogą ją zgwałcić. Wprawdzie wiedziała dokąd trafi i co będzie musiała tam robić ale była pewna że uda jej się przed tym uciec. Lecz z stąd nie było ucieczki. Była w zamkniętym kontenerze gdzieś na środku oceanu z pięcioma mężczyznami. Na pozostałe dziewczyny nie mogła liczyć, wyglądały i zachowywały się jak marionetki którymi ktoś steruje. Były za cenne aby zrobić im krzywdę. W sumie to Ester była pewna, że gdyby któryś z nich kiwną na nie choćby palcem poszłyby posłusznie i zrobiły wszystko aby zaspokoić ich żądze, możliwe nawet że udawałyby że sprawia im to przyjemność. Niestety nie był to ten typ mężczyzn. Szukali zdobyczy a nie potulnego kociaka. Bez oporu nie ma zabawy. Właśnie taka była Ester. Nie poddałaby się bez walki i to zapewne ich kręciło. Poza tym była dostatecznie poturbowana i nikt nie zauważyłby kilku dodatkowych obrażeń. Było tylko jedno ale. Była dziewicą. Ale oni nie mogli o tym wiedzieć. Ester zawsze stąpała mocno po ziemi, nic nie mogło wyprowadzić jej z równowagi ale w tej chwil spanikowała. Ostatkiem sił zaczęła wyrywać się Mattowi. -Ej, ej spokojnie bo zrobisz sobie krzywdę. Co się stało słodziutka nie podobam ci się? Myślałem, że takie jak ty łapią każdą okazję.- Mówiąc to szarpną ja za włosy odsłaniając szyję. Została unieruchomiona. Z szyderczym wyrazem twarzy zbliżył swe usta do jej szyi i musną delikatnie wargami. Z drugiego końca pomieszczenia dał się słyszeć głos Jacoba. -Dobra skończ już tą pokazówkę. Zaczynacie mnie wkurwiać. Mamy je dostarczyć do Charliego i to zrobimy bez zbędnych komplikacji. Jak znam szefa to i tak jej się pozbędzie więc wtedy sobie poużywacie, a teraz łapy precz od towaru bo nie ręczę za siebie.- - Dobra, dobra wyluzuj bo ci żyłka pęknie. Nie jestem aż tak zdesperowany.- -Pomóż jej dojść za skrzynie. Poradzi sobie sama.- Matt poluźnił odrobinę uścisk i niemal wlecząc ją za sobą skierował się do miejsca gdzie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne. Gdy już tam dotarli  ze złością cisną nią o podłogę. -Umyj się i załóż czyste ubrania poczekam obok żeby nie przyszło ci do głowy zrobienie czegoś głupiego, bo wtedy nikt ci już nie pomoże.- Gdy się odwrócił Ester w końcu odetchnęła. Nie zdawała sobie sprawy że przez cały ten czas wstrzymywała oddech. Płuca piekły ją niemiłosiernie. Ciągle leżąc zdjęła z siebie ubranie, właściwie był to tylko za duży podkoszulek i majtki. Tłumiąc jęk pomału doczołgała się do miski z zimną wodą. Zaciskając zęby z bólu byle tylko nie krzyknąć i nie dać im tej satysfakcji, szorowała całe ciało aby zmyć z siebie wstyd. Gdy skończyła, co musiało dość długo trwać, biorąc pod uwagę fakt ciągłego wzdychania i narzekania Matta na jej niezdarność, założyła na siebie majtki i flanelową koszulę. Koszula sądząc po zapachu należała do Jacoba i musiał ją tu zostawić specjalnie dla niej, w końcu jej bagaż poleciał do Florencji, a w ciuchy pozostałych dziewczyn na pewno by się nie zmieściła. Potykając się o własne nogi i podpierając o wszystko powoli wyszła zza skrzyń. Zrezygnowana, ze spuszczoną głową próbowała o własnych siłach dojść do swojego materaca. Zrobiła zaledwie kilka kroków i poczuła, że odlatuje. Obudziła się na materacu obok pozostałych dziewczyn, jednak żadna z nich nawet nie spojrzała w jej stronę. W sumie to wcale im się nie dziwiła, zapewne miały ją za niespełna rozumu. Była pora jedzenia. Karmiono je suchym prowiantem. Ester za karę zazwyczaj nie uczestniczyła w tym procederze więc nie spodziewając się że coś dostanie odkręciła się na drugi bok i ponownie zamknęła oczy. -Jedz.- Usłyszała za swoimi plecami głos Alexa. -Zanim dotrzemy do portu masz stać o własnych siłach, uśmiechać się i mówić jacy byliśmy dla ciebie dobrzy. Co do siniaków powiemy że byłaś niegrzeczna i bardzo lubisz jak się cię za to karze. Zrozumiałaś?- Ester nie podnosząc głowy wzięła od niego czerstwy już chleb i wodę, grzecznie dziękując. Nie mogła zauważyć zawodu na jego twarzy ale wyczuła go w głosie. -Gdzie podziała się ta dziewczyna którą poznałem na lotnisku? Dlaczego odpuściłaś?- Ester podniosła głowę. Na jej twarzy malował się szyderczy, pogardliwy uśmiech a z oczu bił szaleńczy blask.- A kto powiedział że odpuściłam?- Wyszeptała mu to prosto w twarz aby nikt inny nie mógł jej usłyszeć. Mężczyzna mimowolnie się cofnął. Ester jakby nigdy nic zabrała się za jedzenie nie zwracając już na niego uwagi. Alex nie pewny co tak właściwie się stało i z dziwnym uczuciem lęku w sercu stał tak jeszcze przez chwilę po czym wrócił do czyszczenia broni. Ester zganiła się w duchu za ten niekontrolowany przejaw złości. Uspokój się. Miałaś być grzeczna, jeśli się nie ogarniesz wszystko zepsujesz. Powoli przeżuwała chleb popijają go wodą. Zjadła tylko kilka kęsów i zrobiło się jej niedobrze. Wiedziała że nic na to nie poradzi, po długotrwałej głodówce miała zasuszony żołądek. Resztę prowiantu na wszelki wypadek włożyła pod materac. Alex przyglądał się z zainteresowaniem. Była ciekawa o czym myśli. Sądząc po wyrazie jego twarzy zapewne o tym że kompletnie zwariowała i może narobić kłopotów. Właściwie to się nie mylił..."

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz