"...Nie odpowiedział jej od razu. -Wierzysz w
przeznaczenie? Przed nim nie uciekniesz choćbyś nie wiem jak mocno się starała.
Widocznie było Ci to pisane, musisz się z tym pogodzić.- Ester nie mogła oprzeć
się wrażeniu że Matt wierzył w to co mówi. A ona uważała go za najbardziej
rozgarniętego z całej piątki. Pozory mylą. Nie chciała kontynuować rozmowy ale
wiedziała, że musi im udowodnić że „zmądrzała”. -Zechciałabyś doprowadzić się
do porządku? Niedługo dotrzemy do waszego nowego domu i nie chciałbym aby
ktokolwiek pomyślał, że źle cię traktowaliśmy. Jeśli chcesz to z chęcią ci w
tym pomogę. Ja albo Alex. Daję ci możliwość wyboru więc doceń moje dobre
serce.-
- Poradzę sobie sama.- Ester próbowała wstać opierając się o
ścianę. Wiedziała, że nie da rady ale nie potrafiła poddać się bez walki. Na
chwiejnych nogach próbowała zrobić krok w przód lecz ciało odmówiło jej
posłuszeństwa. Upadła wprost w ramionach Matta. Ten z widoczną wesołością zawołał
do Alexa:-Wiedziałem, że mnie wybierze. A ty okazałeś jej tyle serca i uwagi a
ona tak ci się odwdzięcza.- - Pierdol się. I tak mi się już znudziła. Sam się z
nią użeraj. Nie tknąłbym jej nawet kijem.- Ester przeszedł dreszcz. Przez cały
ten czas spędzony w kontenerze nie dopuszczała do siebie myśli, że mogą ją
zgwałcić. Wprawdzie wiedziała dokąd trafi i co będzie musiała tam robić ale
była pewna że uda jej się przed tym uciec. Lecz z stąd nie było ucieczki. Była
w zamkniętym kontenerze gdzieś na środku oceanu z pięcioma mężczyznami. Na
pozostałe dziewczyny nie mogła liczyć, wyglądały i zachowywały się jak
marionetki którymi ktoś steruje. Były za cenne aby zrobić im krzywdę. W sumie
to Ester była pewna, że gdyby któryś z nich kiwną na nie choćby palcem poszłyby
posłusznie i zrobiły wszystko aby zaspokoić ich żądze, możliwe nawet że
udawałyby że sprawia im to przyjemność. Niestety nie był to ten typ mężczyzn.
Szukali zdobyczy a nie potulnego kociaka. Bez oporu nie ma zabawy. Właśnie taka
była Ester. Nie poddałaby się bez walki i to zapewne ich kręciło. Poza tym była
dostatecznie poturbowana i nikt nie zauważyłby kilku dodatkowych obrażeń. Było
tylko jedno ale. Była dziewicą. Ale oni nie mogli o tym wiedzieć. Ester zawsze
stąpała mocno po ziemi, nic nie mogło wyprowadzić jej z równowagi ale w tej
chwil spanikowała. Ostatkiem sił zaczęła wyrywać się Mattowi. -Ej, ej spokojnie
bo zrobisz sobie krzywdę. Co się stało słodziutka nie podobam ci się? Myślałem,
że takie jak ty łapią każdą okazję.- Mówiąc to szarpną ja za włosy odsłaniając
szyję. Została unieruchomiona. Z szyderczym wyrazem twarzy zbliżył swe usta do
jej szyi i musną delikatnie wargami. Z drugiego końca pomieszczenia dał się
słyszeć głos Jacoba. -Dobra skończ już tą pokazówkę. Zaczynacie mnie wkurwiać.
Mamy je dostarczyć do Charliego i to zrobimy bez zbędnych komplikacji. Jak znam
szefa to i tak jej się pozbędzie więc wtedy sobie poużywacie, a teraz łapy
precz od towaru bo nie ręczę za siebie.- - Dobra, dobra wyluzuj bo ci żyłka
pęknie. Nie jestem aż tak zdesperowany.- -Pomóż jej dojść za skrzynie. Poradzi
sobie sama.- Matt poluźnił odrobinę uścisk i niemal wlecząc ją za sobą
skierował się do miejsca gdzie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne. Gdy już
tam dotarli ze złością cisną nią o podłogę. -Umyj się i załóż czyste
ubrania poczekam obok żeby nie przyszło ci do głowy zrobienie czegoś głupiego,
bo wtedy nikt ci już nie pomoże.- Gdy się odwrócił Ester w końcu odetchnęła.
Nie zdawała sobie sprawy że przez cały ten czas wstrzymywała oddech. Płuca
piekły ją niemiłosiernie. Ciągle leżąc zdjęła z siebie ubranie, właściwie był
to tylko za duży podkoszulek i majtki. Tłumiąc jęk pomału doczołgała się do
miski z zimną wodą. Zaciskając zęby z bólu byle tylko nie krzyknąć i nie dać im
tej satysfakcji, szorowała całe ciało aby zmyć z siebie wstyd. Gdy skończyła,
co musiało dość długo trwać, biorąc pod uwagę fakt ciągłego wzdychania i
narzekania Matta na jej niezdarność, założyła na siebie majtki i flanelową
koszulę. Koszula sądząc po zapachu należała do Jacoba i musiał ją tu zostawić
specjalnie dla niej, w końcu jej bagaż poleciał do Florencji, a w ciuchy
pozostałych dziewczyn na pewno by się nie zmieściła. Potykając się o własne
nogi i podpierając o wszystko powoli wyszła zza skrzyń. Zrezygnowana, ze
spuszczoną głową próbowała o własnych siłach dojść do swojego materaca. Zrobiła
zaledwie kilka kroków i poczuła, że odlatuje. Obudziła się na materacu obok
pozostałych dziewczyn, jednak żadna z nich nawet nie spojrzała w jej stronę. W
sumie to wcale im się nie dziwiła, zapewne miały ją za niespełna rozumu. Była
pora jedzenia. Karmiono je suchym prowiantem. Ester za karę zazwyczaj nie
uczestniczyła w tym procederze więc nie spodziewając się że coś dostanie
odkręciła się na drugi bok i ponownie zamknęła oczy. -Jedz.- Usłyszała za
swoimi plecami głos Alexa. -Zanim dotrzemy do portu masz stać o własnych
siłach, uśmiechać się i mówić jacy byliśmy dla ciebie dobrzy. Co do siniaków
powiemy że byłaś niegrzeczna i bardzo lubisz jak się cię za to karze.
Zrozumiałaś?- Ester nie podnosząc głowy wzięła od niego czerstwy już chleb i
wodę, grzecznie dziękując. Nie mogła zauważyć zawodu na jego twarzy ale wyczuła
go w głosie. -Gdzie podziała się ta dziewczyna którą poznałem na lotnisku?
Dlaczego odpuściłaś?- Ester podniosła głowę. Na jej twarzy malował się
szyderczy, pogardliwy uśmiech a z oczu bił szaleńczy blask.- A kto powiedział
że odpuściłam?- Wyszeptała mu to prosto w twarz aby nikt inny nie mógł jej
usłyszeć. Mężczyzna mimowolnie się cofnął. Ester jakby nigdy nic zabrała się za
jedzenie nie zwracając już na niego uwagi. Alex nie pewny co tak właściwie się
stało i z dziwnym uczuciem lęku w sercu stał tak jeszcze przez chwilę po czym
wrócił do czyszczenia broni. Ester zganiła się w duchu za ten niekontrolowany
przejaw złości. Uspokój się. Miałaś być grzeczna, jeśli się nie ogarniesz
wszystko zepsujesz. Powoli przeżuwała chleb popijają go wodą. Zjadła tylko
kilka kęsów i zrobiło się jej niedobrze. Wiedziała że nic na to nie poradzi, po
długotrwałej głodówce miała zasuszony żołądek. Resztę prowiantu na wszelki
wypadek włożyła pod materac. Alex przyglądał się z zainteresowaniem. Była
ciekawa o czym myśli. Sądząc po wyrazie jego twarzy zapewne o tym że kompletnie
zwariowała i może narobić kłopotów. Właściwie to się nie mylił..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz